Program gospodarczy premiera Mario Monti tak przeraża mieszkańców Italii, że coraz częściej z tęsknotą ubożejącego społeczeństwa wspominają Silvio Berlusconiego. Fakty są takie, że Berlusconiego pozbyła się Unia Europejska - nie Włosi.
Prawdziwa różnica między Mario Montim a Silvio Berlusconim była taka jak między teoretykiem – technokratą a praktykiem – biznesmenem. Ten pierwszy pogrąża Włochów w nędzy, co powoli zaczynają odkrywać, ten drugi walczył bezwzględnie o pozycję Włoch w brukselskim klubie pamiętając podstawowe zasady zarządzania zasobami ludzkimi.
Berlusconi był skandalistą – to jest bezsporne. Słabość do młodych niewiast jest wspólna dla mężczyzn w jego wieku. Tyle, że większość nie może sobie pozwolić na dyskretne, choć głośne balangi suto zakrapiane alkoholem i posypywane białym proszkiem. W ten czuły punkt w kampanii przeciwko byłemu premierowi Włoch uderzyć było łatwo. Niestety był to jedyny punkt, w którym zarzuty się obroniły. W kwestiach gospodarczych Berlusconi aż takim grzesznikiem nie był. Bo dług publiczny Włoch, choć bezspornie wielki, nie był – jako zjawisko – czymś wyjątkowym w Unii Europejskiej. Berlusconi stał ością w gardle unijnym komisarzom, bo in expressis verbis deklarował, że stając przed wyborem dobro Unii Europejskiej, dobro strefy euro i dobro Włochów, wybierze swój kraj. Nawet jeśli Euroland miałby stać się zamkniętym rozdziałem w historii Europy.
Berlusconi nie ukrywał również swojego prawicowego podejścia do polityki – nie do obyczajów. Budowa imperium włoskiego, obrona włoskich interesów narodowych? Dlaczego nie! - przecież to obowiązek premiera.
Nie podobało się to unijnej biurokracji. Euroland, twór bardziej polityczny, niż ekonomiczny, nie może sobie pozwolić na to, żeby kraj o tej pozycji i wielkości wyłamywał się z karnego szeregu. Bo o ile wykluczenie Grecji, choć trudne do wyobrażenia, wciąż jest do zrealizowania, strefa euro bez Włochów po prostu przestanie się liczyć. A przede wszystkim okaże swoją słabość, co w starciu z Ameryką Północną i zdominowaną przez Chiny Azją, mogłoby być katastrofalne w skutkach dla unijnych polityków, którzy zrobią wszystko, żeby nie stracić swoich stanowisk.
Nie podobało się to administracji unijnej również dlatego, że większość z aktywnych urzędników europejskich ma silne inklinacje lewicowe. I wyjątkową chęć regulowania polityki państw członkowskich – szczególnie w obszarze gospodarczym. To stąd definicje UE mówią nam, że marchewka jest owocem, ślimak winniczek rybą lądową, a banan powinien być raczej prosty, inaczej nas otruje.
Utrzymanie Włochów w ryzach wymagało takiego premiera w Rzymie, który Unii będzie się słuchał. A tę rolę mógł spełnić tylko jeden człowiek – właśnie Mario Monti, ekonomista i przez 10 lat komisarz europejski. Był doradcą banku Goldman Sachs, Coca Coli i zagorzałym wrogiem Microsoftu. Jest również dożywotnim senatorem Republiki Włoskiej.
SuperMario (od gry i bajki Super Mario Bros; we Włoszech), Full Monti (od filmu Monthy Pythona „Full Monty”; w Ameryce) tylko przejął tekę premiera, rozpoczął prowadzenie polityki, która Włochom będzie się odbijać czkawką przez dekady. Wydłużenie wieku emerytalnego, cięcia budżetowe, które koniec końców uderzą w grupy społeczne najmocniej uzależnione od administracji państwowej – wszystko po to, żeby ratować Unię i Euroland.
Dla Montiego, jak dla każdego technokraty, włoskie społeczeństwo to tylko pozycje w budżecie. Po stronie aktywów i pasywów. Więc reformy przeprowadzi bez względu na to, jakim kosztem odbije się to na włoskim społeczeństwie. Jeśli nastąpi rozpad eurolandu z pewnością nie odbędzie się z udziałem Włochów. Będzie Monti pilnował również, żeby w katolickim, było nie było kraju, należycie były reprezentowane interesy mniejszości społecznych. Szczególnie mniejszości seksualnych – w końcu oficjalnie to dwa proc. Włochów, ale w skali całej Unii Europejskiej najbardziej aktywna i najgłośniejsza grupa wyborców.
Pozostaje pytanie, ile administracja unijna zapłaciła za proces wymiany premierów Włoch. Bo każda skandaliczna informacja, każdy proces, każdy reportaż telewizyjny i artykuł w gazecie ujrzały światło dzienne wyłącznie dlatego, że posiadacze kompromitujących Berlusconiego materiałów zostali sowicie opłaceni.
A Włosi za Berlusconim zatęsknią – 18 lat jego obecności w administracji publicznej było okresem, kiedy Italia wróciła do znaczenia w Europie po przegranej wojnie. Włosi mogli być dumni ze swojego kraju i – co najważniejsze – mogli czuć się bogaci. Nie tylko w zabytki i dzieła sztuki.
Pozostałe Unijne kraje powinny pamiętać casus włoskiego rządu. Unijni biurokraci nie ukrywają, że zrobią wszystko, aby panować nawet nad największą demokracją. Teraz na brukselskiej tapecie jest Wiktor Orban – stawiam orzechy przeciwko dolarom, że UE uda się go wymienić na bardziej pokornego premiera, za każdą cenę. Kto będzie następny?

Kancelaria Komorowskiego informuje, że pan prezydent nie jest od pilnowania Konstytucji. Zatem pilnuje żyrandola. Ale czy w związku z tym nie powinien się podać do dymisji?
Prof. Witold Kieżun miał przeprowadzić przemiany ustrojowe w Polsce. Gdyby to zrobił, nie byłoby planu Balcerowicza, wielomilionowego bezrobocia i rozkradania polskiego majątku. Wybór gorszej drogi zaprowadził nas tu, gdzie jesteśmy...
Nie ma w Polsce służby, która nie wiedziałaby o nielegalnym składowisku toksyn w kujawsko-pomorskim oraz o zatruciu strategicznego w kraju ujęcia wody. Mimo to do wody wciąż trafiają styreny a na gospodarstwo rolne odpady z zagranicy.
Proponuję przeczytać to:
http://iskry.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=3597&Itemid=4
http://iskry.pl/images/przyjaciele_d.jpg
Pozdrawiam
Może Palikot? A może sprawdzony towarzysz Miller znowu na topie.
kredytu. Nastąpi efekt domina. Na Wschodzie wybór prezydenta.
Może to być gorąca wiosna. Pozdrawiam.
Jednak daleki jestem od tego, żeby nie doceniać Donalda. Szuka, szuka i znajdzie jakieś wyjście - pewnie temat zastępczy, co zajmie społeczeństwo a jemu da czas na negocjowanie z kolegami z UE.
Coś mi mówi, że częściej niż onegdaj rozmawia z Jerzym Buzkiem, który - jak znam życie - zostanie doradcą rządowym. Pierwszym od dawna spoza sektora bankowego. Pozdrawiam
Wiele racji, ale... sam Pan wspomniał, że obecny premier Włoch to człowiek związany onegdaj z Goldman Sachs, podobnie jest z premierem Grecji.
Czy więc UE ich wyznaczyła? Śmiem wątpić... wyznaczyli ich "chłopcy goldmanowcy z soroskami w tle, bawiący się na bilderbergowskich salonach komisji trójstronnej zagrzewani do tańca przez FED-woską orkiestrę i chazarski chór nucący pieśni w języku Jidysz"... Tak sądzę... ;) ;)
Pozdrawiam
Italii, że coraz częściej z tęsknotą ubożejącego społeczeństwa wspominają
Silvio Berlusconiego. Fakty są takie, że Berlusconiego pozbyła się Unia Europejska - nie Włosi.
--------------------------------------------------------------------------------
Berlusconiego usunęli podstępni niemcy z bardzo wielu powodów.
Przede wszystkim dlatego, że był prawicowcem, narodowym i nie
uginającym się antydemokratycznej szwabsko-eurokołhozowej
administracji, kpiącym publicznie z niemców (patrz Szulc) i pedalstwa
politykiem.
Monti wprawdzie nie jest folksdojczem tak jak Donek, ale jako
komunista (tak jak L. Miller) zrobi wszystko aby promować zboczenia
seksulane, niszczyć chrześcijaństwo i podporządkować Włochy
finasowo i politycznie centrali (niemcom).
Dokładnie nie wymienią do jesieni, a później "ruch ACTA & anonimowa michnikowczyzna lewacka" ruszy do nowego 1968, chodzi to żeby PO nie ustępowało przed PiS, ale przed młodzieżą oburzonych, przed lemingami. Ma wygrać Palikot z SLD plus jakieś strawne rozłamy z PiS, np PJN bardzo zbliżone do PO. Samo PO podzieli się na 2-3 frakcje.
Czeka nas zatem mała jesienna rewolucja, kolejny 1968 i po części 1980, 1988. PiS zostanie ograny. Jaka nasza rola? Panie Pawle GDZIE NASZ RUCH? Musimy go mieć do lata, bo od września możemy nie zdążyć.
Z tego co wiem Berlusconi właśnie odwrócił się od demokracji - zniósł prawo o jednomandatowych okręgach wyborczych. Prawo, które było ustalone w WYMUSZONYM PRZEZ SPOŁECZEŃSTWO (BYŁ WTEDY DUŻY ZRYW SPOŁECZNY W TEJ KWESTII) REFERENDUM w sprawie jednomandatowych okręgów wyborczych.
Poza tym pisze pan, że:
Bo dług publiczny Włoch, choć bezspornie wielki, nie był – jako zjawisko – czymś wyjątkowym w Unii Europejskiej.
A ja uważam, że żadne państwo nie powinno mieć długu publicznego.
Jeżeli zwykły obywatel wydaje więcej zarabia - tnie wydatki. Tak samo powinno być z państwem.
Chciałbym, abyście obejrzeli to wystąpienie (naprawdę warto):
http://www.youtube.com/watch?v=Cw2iHSQP21g&feature=related
Urzędnicy nie produkują żadnych realnych dóbr - trzeba ich mieć jak najmniej. Powinien być wprowadzony w pełni wolny rynek - również na początku ograniczyć, a potem znieść cła. Ograniczyć rząd itd
Zainteresujcie się panowie ekonomią, a dokładniej Austryjacka szkoła ekonomii. Właśnie ograniczenie państwa do państwa minimalnego da nam zwykłym ludziom największy dobrobyt, sprawiedliwość (całkowitej sprawiedliwości nigdy nie będzie) i minimalną ingerencję państwa.
Jestem Eurosceptykiem. Nie chcę, aby UE wtrącała się w sprawy suwerennych krajów.